Gdy producenci "Więźnia Azkabanu" (trzeciej części ogromnie popularnej serii filmów o Harrym Potterze) zastanawiali się kogo obsadzić w roli głównego czarnego charakteru, mieli poważny problem. Człowiek, który miał być Syriuszem Blackiem musiał poszczycić się odpowiednim rodowodem, aby móc pojawić się obok takich znakomitości jak Michael Gambon, Maggie Smith i Alan Rickman. Musiał mieć wystarczającą charyzmę, aby poradzić sobie z ostateczną odsłoną filmu. Oraz, oczywiście, jako tytułowy więzień, domniemany zabójca rodziców Harry'ego, być może poszukujący teraz samego Harry'ego, musiał wymyślić jak pokazać przerażające tajemnicze zagrożenie. Zastanówmy się przez moment. Brytyjczyk... aktor teatralny... imponujący życiorys... charyzmatyczny... przerażający. To po prostu musiał być Gary Oldman.

Po przybyciu do Stanów w połowie lat osiemdziesiątych jako jeden z Brytyjczyków (m. in. Tim Roth i Daniel Day-Lewis), to właśnie Oldman wyszedł na prowadzenie, opanowując amerykańskie akcenty i grając w amerykańskich filmach. Podobnie jak Streep i De Niro, został uznany aktorem aktorów. Nie ograniczał się do "poważnych" ról, jednak bez względu na to, jak fantastyczne było przesłanie filmu, zawsze wnosił coś poważnego, coś prawdziwego, coś inteligentnego do projektu. Zawsze z przyjemnością się go oglądało. A jakich przedstawień dostarczył - jako Sid Vicious, Joe Orton, Beethoven, Dracula, Lee Harvey Oswald, zły strażnik z Alcatraz w "Morderstwie pierwszego stopnia", szalony alfons w "Prawdziwym romansie", bezgranicznie skorumpowany gliniarz w "Leonie zawodowcu". Gdy raz się je zobaczy, nie da się ich zapomnieć. I tak jest zawsze w przypadku Gary'ego.


Urodził się jako Leonard Gary Oldman 21 marca 1958, jego rodzina mieszkała na Hatcham Park Road, niedaleko stacji New Cross Gate w jednej z niespokojnych dzielnic południowego Londynu. Jego matka, Irlandka, Kathleen oraz jego ojciec Len, były marynarz (później spawacz i hydraulik) spotkali się w Cardiff podczas II wojny światowej.

Gary miał dwie siostry, dużo od niego starsze. Pomagały one Kathleen w wychowywaniu chłopca oraz zapewniły mu dużo bogatszą edukację niż to się dzieje zazwyczaj. Gdy miał 5 lat, jedna z nich, w owym czasie nastoletnia członkini Mod, zabrała go do Klubu Sombrero i kazała mu występować dla swoich przyjaciół. "Co mają kowboje?", pytała. Gary płakał, nie chcąc odpowiadać na takie pytanie, ale było ono powtarzane tak długo aż w końcu wykrztusił "Wielkie jaja!" a tłum pokładał się ze śmiechu.

To jeszcze można nazwać zabawnym. Ale ta zabawa nie trwała długo. Gdy Gary miał 7 lat, Len opuścił Kathleen dla młodszej kobiety i chłopak mocno to przeżył. Chociaż wtedy tego nie wiedział, późniejsza terapia wykazała, że obwiniał się za odejście ojca i strasznie za nim tęsknił. Teraz wychowywały go wyłącznie kobiety i, jako, że obie siostry wyszły za mąż ze podejrzanych facetów i wyprowadziły się, spędzał długie godziny w samotności. Podobnie jak Robina Williamsa, innego wielkiego imitatora, uratowała go własna wyobraźnia, przebieranie się, odgrywanie scen, wymyślanie postaci, wędrowanie po światach dużo prostszych niż ten w New Cross. Gary pamięta jak wykonał pas Batmana z pustych pudełek po papierosach, a także, niczym dziwną przepowiednię, udział w konkursie przebierańców jako Drakula.

Nie lubił szkoły, miał złe podejście i nie uznawał zasad. Pamięta, że bez przerwy mu powtarzano "Oldman, jesteś głupkiem, jesteś tępy, nigdy do niczego nie dojdziesz".

Nie był tępy tylko brak mu było inspiracji. Gdy odkrył to, co go interesuje, nic nie było w stanie okiełznać jego entuzjazmu. Gdy jedna z sióstr zabrała go na "A Hard Day's Night", zaczęła się obsesja na punkcie The Beatles i Gary posiadał nawet gitarę z wizerunkami Fantastycznej Czwórki. W wieku 13 lat znalazł na strychu album Liberace'a, Liberace'a, który grał muzykę klasyczną, więc Gary porzucił pop, teraz szalejąc na punkcie Szopena. Zainteresował się pianinem, ucząc się grać samemu. Później, słynne starcia między Muhammad'em Ali i Joe Frazier'em skłoniły go do zainteresowania się boksem. Był także futbol. Zdanie Oldmana na temat tego wszystkiego jest intrygujące. Uważa on, po fakcie, że te wszystkie rzeczy interesowały go tylko na poziomie aktorstwa. Przy pianinie, na sali gimnastycznej czy na boisku wyglądał świetnie, był całkowicie przekonujący w swoich rolach, chociaż w rzeczy samej nie był wcale dobry. Nie zdając sobie z tego sprawy, próbował opanować zachowania muzyków czy sportowców, bardziej niż ich rzemiosło. Właśnie zaczynał grać.

Ponieważ rzucił szkołę w wieku 15 lat i nie miał żadnych kwalifikacji, podjął pracę w sklepie sportowym. Aktorstwo jako zawód w ogóle nie przychodziło mu wtedy do głowy. I wtedy przyszedł moment, a właściwie dwa momenty olśnienia, gdy w telewizji zobaczył filmy "If..." i "The Raging Moon". W obu grał Malcolm McDowell, w pierwszym jako zbuntowany uczeń, który urządza jatkę wśród establishmentu, a w drugim jako młody mężczyzna przykuty do wózka inwalidzkiego i wydzierający się na swoich kumpli. Oba filmy zrobiły na Oldmanie bardzo silne wrażenie. McDowell wyrażał własne uczucia Gary'ego: poczucie straty, wściekłość, wyobcowanie i uwięzienie, i zmieniał cały ten bałagan w coś pozytywnego. W końcu coś miało sens. Oczywiście nie miało być łatwo uciec. Gary zapisał się do Greenwich Young People's Theatre, ale wkrótce wrócił do dawnego życia. Nie podobało mu się publiczne życie południowego Londynu, kultura klubowa, popisywanie się, poniżanie, rasizm i przemoc. Ale rówieśnicy wciągnęli go w to i zachowywał się tak przez cały czas, nawet próbując swoich sił w gangu. Żeby mieć pieniądze, przez wszystkie te wczesne lata pracował na liniach montażowych, jako pomocnik na sali operacyjnej, jako sprzedawca butów, odcinając świńskie głowy w rzeźni i, oczywiście, kradnąc. Wciąż jednak myślał o aktorstwie i, zachęcony przez swojego nauczyciela dramy Rogera Williamsa, złożył papiery do RADA. Poradzono mu, żeby zajął się czymś innym, ale on się uparł i uzyskał stypendium w Rose Bruford College of Speech and Drama w Kent. Jeden z wykładowców powiedział mu, że z jego tenorem będzie mógł grać jedynie Puka, niemniej jednak Gary ukończył szkołę w 1979 z tytułem licencjata sztuki teatralnej (BA in Theatre Arts). Odnalazł swoją drogę.

Jedyne czego potrzebował to doświadczenie, dlatego zaangażował się najpierw w York's Theatre Royal, potem w Colchester, i w Teatrze Glasgow's Citizen's. Uczył się pantomimy, commedia dell'arte, wszystkiego. Lata osiemdziesiąte zobaczyły go w takich sztukach, jak "Massacre At Paris", "Chinchilla", "Desperado Corner" and "A Waste Of Time". A on to uwielbiał, uwielbiał grać cały dzień, uwielbiał współpracę, ideę grupy wspierających się jednostek pracujących, aby osiągnąć wspólny cel. Mógł przekierować cały gniew, napięcie i zagubienie z młodości do swoich ról, i w końcu zyskał reputację dzięki tej intensywności. Faktycznie, był tak aktywny, że jak później wspominał, gdy sztuka "Summon Conference" w 1982 była wystawiana przez 6 miesięcy, prawie go to zabiło.

Z takim zapasem ról teatralnych, w 1983 odrzucił szansę debiutu filmowego w filmie "Mutiny" i przeniósł się do Chesterfield, żeby zagrać w arcydziele Joe Ortona "Entertaining Mr Sloane". To była idealna rola dla Gary'ego, on sam jako intruz z New Cross w komfortowym świecie teatru. Przeniósł się do Westcliffe zagrał w próbce Edwarda Bonda "Saved", kolejnej świetnie wybranej sztuce. Zostały w niej ukazane w wyczerpujący emocjonalnie sposób efekty kulturowego ubóstwa. W rzeczy samej, sztuka została zakazana z powodu sceny, w której banda znudzonych dzieciaków kamienuje dziecko.

"Saved" faktycznie okazało się kamieniem milowym w karierze Gary'ego. Napisał do Maxa Stafford-Clark'a, dyrektora artystycznego Teatru Royal Court i poprosił go, aby przyszedł zobaczyć przedstawienie. Stafford-Clark otrzymywał wiele listów od młodych aktorów, ale ten Oldmana czymś się różnił - w szczególności całym zestawem dobrych powodów, dla których powinno się go zaangażować w Royal Court. Więc poszedł i zachwycił się, zarówno wysiłkami Oldmana, jak i faktem, że 30 ludzi wyszło z widowni. To był rodzaj konfrontacyjnej sztuki, które od dawna były chlubą Royal Court. Prawdę mówiąc, to właśnie Royal Court wystawiał jako pierwszy sztuki Edwarda Bonda. I, ponieważ zamierzali właśnie wskrzesić debiut Bonda "Wesele papieża", Oldman wydawał się idealny do głównej roli sfrustrowanego Scopey'a.

To był wielki przełom dla Gary'ego. Przede wszystkim przyczyniło się to do serii sztuk w Royal Court i Royal Shakespeare Company, przedstawień takich, jak "Rat In the Skull", "The Desert Air", "Abel And Cain", "Sprawa Dantona" i wszystkie trzy sztuki wojenne (War Plays) Bonda. W 1986 przyszły "Women Beware Women" i "Real Dreams", w kolejnym roku "The Country Wife" i "Serious Money". "Wesele papieża" przyczyniło się do uznania go najnowszym "enfant terrible", gdy otrzymał nagrodę Drama Magazine Brytyjskiego Stowarzyszenia Teatralnego wraz z Anthonym Hopkinsem. Być może ważniejsze jednak było to, że jego występ został zauważony przez reżysera Alexa Coxa i producenta Rica Fellnera, którzy właśnie byli na etapie castingu do zbliżającego się projektu "Sid i Nancy".


Z powodu swojej koncentracji na teatrze, kariera filmowa Oldmana rozwijała się powoli. W 1982 zagrał małą rolę u boku Timothy Spalla i Johna Altmana w "Rememberance", wyreżyserowanym przez Colina Gregga i napisanym przez Hugh Stoddarta. Film ten opowiadał o pijackiej, pełnej przemocy i niezwykle emocjonalnej ostatniej nocy grupy rekrutów Marynarki Królewskiej, którzy właśnie mają wyjechać na 6-miesięczne szkolenie NATO. Rok 1984, ten sam, w którym wystawiono "Wesele papieża", dał wszystkim posmak tego, co miało nadejść. I nadeszło, wraz z filmem "Meantime" Mike'a Leigh, który zabrał Gary'ego z powrotem do londyńskich osiedli robotniczych, w których, z powodu ciężkiej ręki Margaret Thatcher, panowała gorsza niż kiedykolwiek beznadzieja. W filmie zagrał Tim Roth jako nieśmiały, prosty Colin, brat wielkiego, lecz leniwego Phila Danielsa, i pokazane zostały rodzinne potyczki i codzienność wypełniona frustracją i upokorzeniami. Oldman zaprezentował zachwycającą kreację jako Coxy, rasistowski skinhead, tyran, tchórz i niezwykły idiota. Z całą pewnością widział to już wcześniej.

W 1984 można go było zobaczyć w epizodzie "Dramaramy", serii pomysłowych programów tv dla dzieci, oraz w miniserialu "Morgan's Boy", niezwykle depresyjnej, ale cieszącej się uznaniem krytyków opowieści o walijskim farmerze (granym przez Garetha Thomasa) walczącym z modernizacją i zmierzającym ku samobójstwu. W kolejnym roku, Gary wystąpił w "Honest, Decent and True" obok Adriana Edmonsona i Derricka O'Connora jako pracownik londyńskiej agencji reklamowej, w której ekipa pierwszych Yuppie próbuje wprowadzić na rynek nową markę piwa. W filmie zadebiutował również Richard E. Grant, który później pojawił się w dwóch projektach Gary'ego - "Henry i June" oraz "Dracula".


Teraz, praca sceniczna Gary'ego przyspieszyła dalszy rozwój kariery. Po "Weselu papieża", Alex Cox obsadził go w głównej roli Sida Viciousa w "Sid i Nancy". W filmie ukazana została droga Sida do sławy w Sex Pistols oraz jako ikony punkrocka, a główny punkt ciężkości położono na jego związku z Nancy Spungen - romansie, który zakończył się przedawkowaniem narkotyków i krwawą śmiercią. Po raz kolejny, Oldman był znakomity jako Sid - naćpany i pogmatwany, zagubiony i pełen nienawiści do siebie, ale wściekły na świat i walczący jak szalony, aby żyć zgodnie ze swoją reputacją. Podczas przygotowywania się do roli, Gary rozmawiał z matką Sida, która pożyczyła mu naszyjnik z łańcucha , noszony przez syna. Służył Gary'emu doskonale. Aby osiągnąć wymaganą dla potrzeb roli chudość, głodził się tak drastycznie, że wylądował w szpitalu.


Kolejne pojawienie się Gary'ego na ekranie było równie prestiżowe i pomyślne. Zapracował nim na nominację do nagrody BAFTA. W "Nadstaw uszu", wyreżyserowanym przez Stephena Frearsa i napisanym przez Alana Bennetta, powrócił jako Joe Orton, tym razem grając samego dramaturga. Była to kolejna doskonała rola, w której przywrócił do życia szalonego, nad wiek rozwiniętego, nonszalanckiego młodego pisarza w czasie, gdy błyszczał w świecie teatralnym dzięki sztukom "Loot" i " What the Butler Saw", a także rozkoszował się nielegalnymi wycieczkami w poszukiwaniu przypadkowych znajomości na ulicach Londynu oraz plażach Morocco, zanim został pobity na śmierć przez swojego ignorowanego kochanka, granego przez Alfreda Molina.


Molina wystąpił również z Gary'm na scenie tego samego roku, w "Serious Money" Caryl'a Churchilla - kolejnym ataku na brytyjskie wartości, wystawionym na deskach Royal Court. Było to nieocenione doświadczenie dla Gary'ego. Przyczyniło się ono także do spotkania z jego przyszłą pierwszą żoną, Lesley Manville, która również zagrała w sztuce. Manville, dwa lata starsza od Oldmana, pojawiła się w "Emmerdale Farm" między 1974 a 1976 rokiem, a następnie rozpoczęła pomyślną karierę sceniczną. W 1985 zagrała w filmie "Dance With a Stranger", a w 1988 w "High Hopes". Pobrali się z Gary'm bardzo szybko i w 1988 r. urodził im się syn, Alfred (znany jako Alfie). Niestety, z powodu kuszącej kariery filmowej oraz ilości pracy Gary'ego i wzrastającego notorycznego napięcia, uznali, że ich małżeństwo nie ma perspektyw. W 1990 wszystko się skończyło, a Manville otrzymała prawa do opieki nad Alfie'm.

Było coś jeszcze oprócz przepracowania Gary'ego, jego sukcesów scenicznych i sławy, którą znalazł w Stanach, co powodowało, że ciężko było z nim żyć. Od siódmego roku życia nie miał realnego kontaktu ze swoim ojcem, ale w końcu zaczęli pisać do siebie listy, i byli bliscy zaaranżowania spotkania. Gary nawet przygotował sobie mowę. Niestety, podczas kręcenia "Sid i Nancy", Len, zaawansowany alkoholik, zmarł w wieku 62 lat. Gary nie miał teraz możliwości pojednania się z ojcem, jego gniew pozostał i gotował się w nim.


W międzyczasie, jego osiągnięcia mnożyły się szybko. W "Track 29" Nicolasa Roeg'a (scenariusz: Dennis Potter) zagrał u boku Theresy Russel, która wcieliła się w postać nieszczęśliwej żony obsesyjnego, niewiernego Christophera Lloyda. Tkwiąc w domu i ostro pijąc, snuła marzenia o seksie i przeszłości, wegetując, aż nagle - bang - pojawił się Gary. Mógł być jej dzieckiem, które narodziło się z gwałtu wiele lat temu i przybyło po swoje prawa. Wyglądał podobnie do gwałciciela z jej snów. Tak czy inaczej, zaczął on wkradać się w jej życie, dokuczając, drwiąc, flirtując i manipulując, uśmiechając się z wyższością nad jej bólem i zakłopotaniem, przerażająco świadomy i wrogi Edyp. Kolejna zabójcza rola.

Po "Track 29" Dennis Potter miał jak zwykle coś ciekawego do powiedzenia: "Gary to wielki aktor, ale jest także aktorem, przekraczającym wszelkie granice. Bardzo często balansuje na krawędzi. Czujesz się nerwowy, oglądając go. Jest kimś obcym z zewnątrz, kto jednak tkwi również w twojej głowie. Jest częścią twojego umysłu, gdy coś cię gryzie i nie możesz zasnąć, ale nie jesteś pewny czy śnisz czy nie". Jednak Stephen Frears nie był do końca przekonany co do buntowniczego wizerunku Gary'ego. Stwierdził, że Oldman jest w rzeczywistości bardzo łagodny, lecz ponieważ najlepsze sztuki owych czasów były pełne złości i antythatcherowskie, przystosował się do ogólnego trendu. Główna rzecz, jeśli chodzi o Gary'ego, powiedział Frears, to fakt, że nienawidzi on nudy.


Zaraz po "Track 29", Gary zrobił pierwszy szturm na Stany Zjednoczone z filmem "Prawo i sprawiedliwość". Wielu brytyjskich aktorów próbowało znaleźć się w głównym nurcie amerykańskiego kina, ale ponieważ nie byli w stanie opanować akcentu w przekonujący sposób, ponosili porażkę. Oldman, świetny imitator, nigdy nie miał tego problemu. W "Prawie i sprawiedliwości" zagrał wyszczekanego bostońskiego prawnika, który z powodzeniem broni bogatego dzieciaka, Kevina Bacona, w sprawie o morderstwo. To oczywiście czyni go jeszcze bardziej zadowolonym z siebie. Jednak Bacon okazuje się być winnym. W rzeczywistości w dalszym ciągu zabija i pali kobiety, które dokonały aborcji. I chce być przyjacielem Gary'ego. Uśmieszek zadowolenia na twarzy Gary'ego przeradza się w panikę, gdy uświadamia sobie swój udział w tej sądowej pomyłce i wtedy próbuje sprowokować Bacona, aby się z czymś zdradził.


"Prawo i sprawiedliwość" potrzebowało czasu, aby pojawić się w kinach. W międzyczasie Gary był bardzo, bardzo zapracowany. Gdy magazyn The Face przedstawił nową ekipę aktorów nadciągających z Wielkiej Brytanii - Gary'ego, Tima Rotha, Daniela Day-Lewisa, Colina Firtha, Bruce'a Payne'a i Spencera Leigh - Gary jako jedyny był zbyt zajęty, aby udzielić wywiadu. W następnym filmie "We Think The World Of You" Gary spotkał się ponownie z Colinem Greggiem i Hugh Stoddartem. Zagrał niespokojnego i zagubionego marynarza (nosił nawet te same odznaczenia, które miał jego ojciec, gdy był w Marynarce), męża Frances Barber, zaangażowanego jednak w związek z Alanem Batesem. Gdy Oldman zostaje zamknięty w więzieniu, Bates próbuje pomóc Barber, ale wtedy przenosi swoje najlepsze intencje na psa Gary'ego, cały czas będąc świadomym, że gdy to się wyda, jego kariera urzędnicza legnie w gruzach. Film obrazuje społeczeństwo brytyjskie oraz jego potrzebę i pragnienie maskowania trudnych do przełknięcia prawd.


Następnie, Gary wziął udział w jeszcze trudniejszym społecznym dramacie "The Firm" Alana Clarke'a. Zagrał Bexa, przywódcę wschodniolondyńskiej bandy kibiców piłkarskich, którzy w ciągu tygodnia mają normalną pracę, żony i dzieci, ale dla zabawy angażują się we wściekłe konfrontacje z konkurencyjnymi bandami - zwłaszcza z lokalnym wrogiem, gangiem Crystal Palace dowodzonym przez Yeti'ego (Phil Davis). Bex wie, że nie powinien tego robić, jednak wciąż powtarza, że musi czuć adrenalinę ("To kup sobie cholerny ul z pszczołami!" - odpowiada jego żona grana przez Lesley Manville). Ta nieprzyjemna "zabawa" trwa więc nadal, pełna bolesnych inicjacji i strasznych wypadków (jak na przykład małe dziecko Bexa próbujące zjeść jego brzytwy). Jednak Bex nie jest zwykłym zbirem. Marzy mu się rozejm z bandą Yeti'ego i Oboe's Birmingham, i połączona drużyna kibiców, która wyruszyłaby na Mistrzostwa Europy. I oczywiście wszystko kończy się w rzece krwi i piwa.

Ukazując straszną presję rówieśników, lojalność, wendety, adrenalinę, "The Firm" odniósł triumf antropologiczny. Choć było to z pewnością wystawienie złego świadectwa, jednak Oldman okazał się tak charyzmatyczny, sprytny, tak przekonujący w swoim rozumieniu podwójnego życia, że film stał się obowiązkową pozycją dla każdego kibica piłkarskiego.


Wracając do Ameryki - Gary uwieńczył sukces lat osiemdzisiątych filmem "Chattahoochee" gdzie zagrał kolejnego ze swoich "społecznie zamkniętych" bohaterów. Wystąpił jako Emmett Foley, weteran wojny w Wietnamie z obrzeży Florydy, obecnie bezrobotny i w tak ciężkiej depresji, że wdaje się w strzelaninę z policjantami, mając nadzieję, że go zabiją, aby jego żona Frances McDormand mogła otrzymać pieniądze z polisy ubezpieczeniowej. Ale nie zostaje zabity, zostaje złapany i wsadzony do więzienia dla psychicznie chorych, więzienia, które charakteryzuje brud, karaluchy, choroba i przemoc. Przy wsparciu współtowarzysza, granego przez Dennisa Hoppera, Foley podejmuje próby pisania do zewnętrznych władz, z początku oficjalnie, później w tajemnicy - jak Geoffrey Rush w "Quills", ale bez niecnych zamiarów. Czy uda mu się zmienić system?


Kursując między filmami USA i bardziej stonowanymi projektami brytyjskimi, w 1990 roku Gary zagrał w filmowej adaptacji sztuki Toma Stopparda "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją". Wraz z Timem Rothem zagrali tytułowych antybohaterów, dwie pomniejsze postaci z "Hamleta", które wałęsają się wkoło, nie wiedząc za bardzo kim są, od czasu do czasu włączając się do głównej akcji sztuki, lecz ani razu nie domyślając się, że nie są głównymi bohaterami dramatu. Wielu krytyków uznało, że sztuka niezbyt dobrze przełożyła się na ekran, jednak Gary i Tim zebrali mnóstwo pochwał za swoje komiczne przedstawienie.


Mimo iż gwiazda Gary'ego jaśniała, w jego życiu prywatnym panował duży chaos. Z powodu trudności w małżeństwie z Manville, wyruszył do Nowego Jorku z Seanem Pennem i reżyserem Philem Joanou w poszukiwaniu lokacji dla ich nowego obrazu "Stan łaski". Penn i Oldman, najznakomitsi aktorzy Ameryki i Anglii, świetnie się bawili testując się nawzajem, co skończyło się tym, że Oldman zaśpiewał "Like A Virgin" prosto w twarz Pennowi. Jako, że słynny ze swej niestabilności Penn dopiero co przeżył bolesne rozstanie z Madonną, nie był to być może najmądrzejszy krok ze strony Gary'ego, jednak Penn potraktował to z humorem i wkrótce obaj panowie rozpoczęli zawodową współpracę. Ponadto, Joanou przedstawił Oldmana swojej młodej dziewczynie, Umie Thurman, 12 lat młodszej od Oldmana, i zaiskrzyło między nimi do tego stopnia, że Joanou elegancko się wycofał. Było to latem 1989 roku. Zanim nadszedł rok 1990 Gary i Uma byli już małżeństwem.


"Stan łaski" okazał się być jednym z najlepszych filmów Gary'ego. Zagrał Jackie Flannery'ego, brata irlandzko-amerykańskiego szefa gangu w Hell's Kitchen, granego przez Eda Harrisa. Sean Penn zagrał starego kumpla, który właśnie powrócił do miasta i pragnie odświeżyć swoją przyjaźń z Jackie'm oraz romans z siostrą Jackie'go (w tej roli Robin Wright, późniejsza żona Penna). Jednak pracuje on dla policji i w tajemnicy próbuje wszystkich wsypać. Naturalnie, mają tu miejsce ogromne konflikty wewnętrzne.

Jako Jackie, handlarz narkotyków, piroman, bandzior i osobowość borderline, Oldman sprawdził się znakomicie, wspaniale radząc sobie z pijaństwem bohatera, jego lojalnością i potężną wiarą, że dzięki swoim przestępstwom utrzymuje porządek w sąsiedztwie odstraszając yuppies. Podobnie jak Gary, Jackie był niezwykle niespokojny, poszukujący silnych wrażeń. Gdy podpalał budynek, lubił rozlać benzynę między sobą a drzwiami. Po tym filmie Gary został porównany do Roberta De Niro.


Wkrótce wystąpił w epizodzie filmu "Henry i June", opowieści o romansie między pisarzami Henry Millerem i Anais Nin, w którym Thurman zagrała czarującą żonę Millera. Następnie podjął odważny krok, występując jako jeden z najbardziej znienawidzonych przestępców Ameryki, Lee Harvey Oswald, w obszernym, fascynującym filmie Olivera Stone'a "JFK", w którym Kevin Costner jako Jim Garrison prowadzi szczegółowe i niebezpieczne dochodzenie w sprawie prawdziwych zabójców prezydenta. Był to kolejny wspaniały projekt, a także niezwykle trudne zadanie. Kim lub czym naprawdę był Oswald pozostaje tajemnicą, lecz po przesłuchaniach Mariny, wdowy po Oswaldzie oraz po rozmowach z wieloma teoretykami spisku, kreacja Gary'ego była tak bliska prawdy jak to tylko możliwe. Było to dla niego dość bolesne. Stone nalegał, aby Gary przez cały czas nie wychodził z roli, więc nie miał on żadnego kontaktu z innymi. Tęsknił za Thurman (byli zawsze zapracowani) i czuł się bardzo, bardzo samotny.


Jednak propozycje wciąż nadchodziły. Oldman pojawił się w "Zmierzając do domu" Davida Hare'a, filmie, którego akcja rozgrywa się w powojennym Londynie, gdzie zagrał nieuczciwego inwestora budowlanego, uwikłanego w miłosny trójkąt z Joely Richardson i poetą Stephenem Dillane. Jednak mimo, iż Gary uwielbiał brytyjski dramat na wysokim poziomie, Hollywood wciągało go coraz bardziej i wkrótce zaowocowało to jego pierwszą ważną główną rolą w "Drakuli". Chociaż większość obsady nie wspierała go zbyt umiejętnie, Oldman zaprezentował tutaj istny tour de force, grając Drakulę jako młodego kochanka i wojownika, 400-letniego potwora, wyrafinowanego bywalca oraz różnego rodzaju straszliwe stwory. Zgodnie ze swoją naturą, potraktował rolę całkowicie poważnie. Cierpiał, gdy jego ukochana Elizabeta umarła, zadręczał się przez wieki, ożywił się, gdy powróciła, aby w końcu zrozumieć, że jeśli chce ją posiąść, musi skazać ją na wieczne męki w cieniu śmierci. A ludziom wydaje się, że to oni mają problemy.

Te problemy rozciągnęły się również na prawdziwe życie Gary'ego. Nie tylko musiał znosić kłótnie z Francisem Fordem Coppolą o podejście do prób, ale także rozłąka z Thurman dawała mu się we znaki. Para próbowała wystąpić razem w filmie biograficznym o Dylanie Thomasie, jednak z powodu "wyczerpania nerwowego" Oldmana projekt nie doszedł do skutku. Wkrótce zaczęli żyć w separacji, a do 1992 rozwiedli się. Sprawy na pewno nie ułatwiały plotki, jakoby Gary miał rzekomo romans z Winoną Ryder na planie "Drakuli".


Gary oddał się imprezowaniu i ciężkiej pracy. Podczas jednej z takich imprez ze swoim przyjacielem Kieferem Sutherlandem, został zatrzymany za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu i na pół roku odebrano mu prawo jazdy oraz zastosowano 89godzinny areszt domowy. Jeśli chodzi o pracę, przypuścił szturm na całkiem niezwykłą serię ról. Najpierw zagrał w epizodzie w "Prawdziwym romansie" Tony'ego Scotta, idealnie wpasowując się w ducha Tarantino jako Drexl Spivey, psychotyczny, handlujący narkotykami alfons, który nie chce pozwolić Patricii Arquette odejść z Christianem Slaterem. Oprócz znakomitej gry Christophera Walkena, Dennisa Hoppera i Brada Pitta, rola Gary'ego była wyjątkowa. Charakteryzator z "Drakuli" wykreował wizerunek Spiveya z bielmem na oku, bliznami, złotymi zębami i dredami. Dziwaczny żargon białych ludzi, uważających się za czarnych znał bardzo dobrze ze swoich londyńskich czasów.


Następnie wystąpił w "Krwawym Romeo" jako nieuczciwy gliniarz, sprzedający mafii tajemnice dotyczące ochrony świadków oraz zdradzający swoją żonę (Annabella Sciorra) z lekko zdeprawowaną Juliette Lewis. Jednak później jego obsesją staje się zabójczyni grana przez Lenę Olin, która wkrótce staje się celem mafii, wikłając Oldmana w grę z policją, mafią i kobietami, którą ten prowadzi z coraz wiekszą desperacją. Wykreował tu świetnego antybohatera - słabego, chciwego i o wiele mniej sprytnego niż mu się wydaje.


Zaraz potem przyszedł kolejny kultowy sukces - "Leon Zawodowiec" Luca Bessona, w którym to filmie Gary zagrał psychopatę wznosząc się na wyżyny swego kunsztu. Zagrał Normana Stnasfielda, skorumpowanego agenta DEA, który wziął na siebie zmiecenie z powierzchni ziemi całej rodziny dealera narkotykowego. Jednakże, młodej córce dealera, Natalie Portman, udaje się uciec do mieszkania prostodusznego płatnego zabójcy, Jean'a Reno, i zaczyna obmyślać zemstę dając tym samym początek niezwykle poruszającej przyjaźni jak również burzliwej serii aktów przemocy. Chciała dostać Stansfielda w swoje ręce, nie mniej niż on pragnął załatwić ją.


Gary zagrał Stansfielda w tak szalony i obsesyjny sposób, że jego następna rola Beethovena wydawała się nieco lżejsza. "Wieczna miłość" to znakomite kino - intrygujące, piękne, stanowiło emocjonalne wyzwanie. Opowieść zaczyna się od śmierci Beethovena i znalezienia liściku zaadresowanego do jego "wiecznej miłości". Poprzez serię retrospekcji wędrujemy w poszukiwaniu tożsamości tej tajemniczej ukochanej. I oglądamy Gary'ego w najwyższej formie, mającego obsesję na punkcie kobiet (Valeria Golina, Isabella Rossellini itd), swoich własnych utworów oraz przyszłości siostrzeńca, dla którego planuje karierę cudownego muzycznego dziecka. Początkowo potężny i nieustępliwy, w poruszający sposób załamuje się, gdy w jego życie wdziera się choroba i rujnuje wszystkie plany. Niestety, tradycja oscarowej gali każe przyznawać tylko jedną nagrodę w kategorii "dramat historyczny" i nagrodę otrzymał wtedy film "Szaleństwo króla Jerzego". Wielka szkoda, bo chociaż rola Nigel'a Hawthorne'a i jego film można nazwać dobrymi, to jednak rola Oldmana i "Wieczna miłość" były nieporównanie lepsze.


Po nieudanym związku z Thurman, Gary znalazł miejsce u boku sześć lat od niego starszej Isabelli Rossellini. Podobno zaręczyli się w lipcu 1994 roku, jednak dwa lata później rozstali się. Dużo mówiło się o alkoholizmie Gary'ego, który później wspominał swoją niebywale wysoką tolerancję na alkohol, gdy po wypiciu dwóch butelek wódki był w stanie prowadzić normalną rozmowę. Głównie pił w domu, jako iż nie był specjalnie towarzyski. Po długim i intensywnym przemyśleniu problemów swojego ojca i swoich, przyznał, że zgadza się z definicją alkoholików jako "egomaniaków z niską samooceną". Co dziwne, dzięki swojemu piciu poznał swoją nową miłość, gdy w październiku 1996 na spotkaniu AA w Beverly Hills spotkał modelkę i fotografkę Donyę Fiorentino, byłą żonę Davida Finchera. Pobrali się w lutym następnego roku, jednak niestety ich początkowe szczęście doprowadziło do najkoszmarniejszego sporu.


Oryginał biografii pochodzi z serwisu tiscali.

CDN...